Z pamiętnika nekromanty...
- Fantastyczny Satyr
- 15 kwi 2020
- 2 minut(y) czytania
Na pewno wszyscy pamiętacie, jak szturmowaliście zamek jakiegoś złego czarnoksiężnika, rozczłonkowywaliście nieumarłych, paliliście mroczne księgi, przerywaliście niecne rytuały i zabieraliście magiczne przedmioty. Wszystko w imię dobra, sławy i podziękowań wieśniaków z okolicznych wsi. A gdyby spojrzeć na to od strony poszkodowanego?
- Mortimer! Mortimer! Meldunek!
- Panie, rano najechali nas... Poszukiwacze przygód.
- Cholera, to już drugi raz w tym miesiącu! Zaczęli od wyżynania Twoich nieumarłych sług, panie... Krzyczęli coś o zdobywaniu doświadczenia.
- Zawsze krzyczą to samo... Skoro już o sługach mowa, to gdzie Tadek?
- Zarżnęli go jak świnię, szefie.
- Tadka? Przecież on nawet nie był nieumarłym, miał po prostu bladą cerę... Cholera, parzył najlepszą kawę w tej części zakazanych lasów.
- Przykro mi, szefie.
- Dobra, co było dalej?
- Weszli to pańskich ogrodów...
- Tam? A po co?
- Wspomnieli coś o "niszczeniu składników alchemicznych potrzebnych do używania czarnej magii"...
- Tylko nie mów że...
- Obawiam się, że tak.
- Moje pelargonie, tulipany, gerbery...
- Wszystko spalone, szefie.
- Dobra, tylko spokojnie. Powiedz, co było dalej.
- Potem weszli z drzwiami.
- Chyba drzwiami.
- Nie, razem z drzwiami. Krasnolud porąbał je toporem.
- Stolarz był tydzień temu. Robił je ręcznie pod wymiar. Cholera, ja nawet nie zamykałem tych drzwi na klucz!
- To nie koniec. Medyk uznał, że zionie tutaj czarną magią i nakazał barbarzyńcy nasikać na pański czerwony dywan, szefie. Żeby przełamać zaklęcie.
- Pewnie, wszystko zrzućcie na czarną magię! Do cholery, ten dywan ma dziesięć metrów! Jak ja go teraz wypiorę?
- Jakoś sobie poradzimy.
- Rozumiem, że to jeszcze nie koniec? Gdy zrozumieli, że mnie nie ma, bo pojechałem na zlot szachistów, to sobie nie poszli?
- Czyta mi pan w ustach, mistrzu. Weszli do biblioteki.
- Dalszą część już znam. "Spopielmy te mroczne grymuary!"
- Nie inaczej. Barbarzyńca wspomniał, że wszystkie są zrobione z ludzkiej skóry...
- No tak, w końcu pierwszy raz widział książkę na oczy... Co straciłem?
- Poradniki gotowania, słowniki obcojęzyczne i wszystkie części "Zmierzchu".
- Nie tak źle. Na szczęście zdążyłem przeczytać całą serię.
- Nie znudziło im się.
- Nie? Co jeszcze?
- Wie szef, jak zwykle przygotowałem dla pana kolację. Udziec barani, ślimaki w occie, żabie udka, smażony bakłażan...
- Nie mów, że rozłożyłeś rozpalone świece. Przecież wiesz, że świece przyciągają ich jak rzep do psiego ogona!
- Zapowiadał się taki spokojny dzień, chciałem zrobić panu niespodziankę... Przepraszam szefie... Wparowali do jadalni, zauważyli porozstawiane świece i zaraz zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego "przerwać rytuał! Przerwać rytuał!"
- Co zniszczyli?
- Po prostu... Będzie łatwiej, jeśli od teraz będzie pan jadał w swojej sypialni, szefie.
- Ech... Dobrze, trzeba wziąć się w garść i rozpocząć naprawę. Ale najpierw zaparz mi kawy, Mortimer. W moim ulubionym kubku.
- W tym z napisem "najlepszy szef pod gwiazdami"?
- Oczywiście, a jakim innym?
- Przykro mi, szefie. Uznali go za magiczny przedmiot i zabrali ze sobą...
- Nosz do #*&^$@*&!

Komentarze